Tolkien – metafantasy mimochodem

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Cóż uprzedzam – to co piszę to herezja w czystej postaci. Bo podważanie przynależności książek J.R.R. Tolkiena do high fantasy wyglądać może zgoła na herezję literacką, lub utratę władz umysłowych…

Tolkien, jak wiadomo, tworzył swoją kreację w ściśle początkowo określonym celu – brakowało mu mitologii jego ukochanej Anglii. Wykorzystując swoje zabawy i eksperymenty językowe, oparł na nich fikcyjną mitologię i okazało się, że poszedł krok dalej – stworzył Świat! Tyle tylko, że ten proces tworzenia kompletnie mnie nie interesuje, inspiracje, przyczyny, historię powstawania pozostawiam obok. Nie patrzę na te opowieści in statu nascendi. Patrzeć będę na efekt. Na ten wykreowany Świat właśnie.

Czytając Tolkiena jestem w tym jego Świecie. Na czas lektury jest to Świat Prawdziwy. Więc jakie to high fantasy? To prawdziwa literatura tego Świata! Zawiłe? Nie do końca. Rzadko się zdarza, żeby książki, nawet arcydzieła, opowiadające o jakimś świecie tworzyły go – będąc równocześnie jego częścią, jego literaturą. U Tolkiena tak jest właśnie! Co spróbuję udowodnić.

Kilka słów wyjaśnienia.
1. Najczęściej przyjmuje się, tu zacytuję Tadeusza Andrzeja Olszańskiego, że „Świat, powołany do życia przez Tolkiena nie jest światem «równoległym», w pełni autonomicznym, jak większość tzw. światów fantasy (…) lecz najwyraźniej naszym, rzeczywistym światem w jego zagubionej, mitycznej przeszłości.”
Czyli Tolkien tłumaczył, istniejącą hipotetycznie „Czerwoną Księgę Marchii Zachodniej”. No i mamy epos z bardzo dawnych dni. W takim razie, to nie high fantasy tylko fantastyka historyczna.
Oczywiście, interpretacja Tadeusza Andrzeja Olszańskiego jest bliższa temu co sugerował sam Tolkien, jest w duchu Tolkiena.
2. W moim podejściu to taka high fantasy, ale o poziom wyżej. Przyjmuję, że Tolkien wykreował Świat (nawet niech będzie to nasz Świat z dawnych dni) pisząc książki nie bezpośrednio o tamtym Świecie, ale książki z tamtego Świata. Kreacja jest pośrednia. Chcesz poznać tamten Świat, to czytaj książki z tamtego Świata!
Ja proponuję po prostu inny sposób odbioru – przed rozpoczęciem czytania wejść do tamtego świata i czytać poszczególne książki już jako zupełnie realnie istniejące opowieści stojące na półce w bibliotece… Bo w tej konwencji to ja też, w trakcie czytania, żyję w tamtym świecie. No i wtedy mogę recenzować te książki w inny sposób np. Hobbita nie jako fantastyczną opowieść dla dzieci(?), tylko jako odwołującą się do rzeczywistych faktów literaturę popularną.
3. Nie twierdzę, że Tolkien miał taki zamysł, choć pewne wskazówki wskazują na Jego przeczucie iż takie sprzężenie zachodzi. Właściwie to Ich przeczucie, bo współkreatorem tego Świata jest bez wątpienia Christopher Tolkien. Z nim ojciec wymieniał uwagi na temat powstającego dzieła i to Christopher redagował Silmarillion i następne publikacje. Wszystkie te książki traktuję jako literaturę Świata Tolkiena.

Uwagi zawierają pewne wyjaśnienia, gdzie pozwalam sobie czasami na jeszcze bardziej heretyckie i prześmiewcze słowa, fanom Tolkiena doradzam ostrożne czytanie, możecie mnie znielubić…

Moja teza brzmi, że kreacja Tolkiena to metafantasy, poszczególne księgi i opowieści odgrywają rolę typową dla pewnych typów ksiąg i opowieści istniejących w naszym świecie. Są ich analogiami w Świecie Tolkiena, a przecież jednocześnie tworzą tamten Świat przy każdym odczytaniu.

I. Silmarillion to bardzo niejednorodna publikacja. Choć bardzo ważna. Nie rozumiem, czemu wydaje się łącznie te właśnie dzieła, choć może to spadek naszej religijności to spowodował?
Ainulindale to przecież opowieść o początku naszego Świata, nasza Księga Genezis. Choć Eru nie wtrąca się bezpośrednio w nasze sprawy, to jest przecież i trzeba o tym wiedzieć. Jaki piękny był akt stworzenia, muzyka przecież legła u jego podstaw!
Valaquenta przypomina nam, o Tych, którzy pracowali bezpośrednio nad stworzeniem Ardy – Valarach i ich pomocnikach Majarach. Cóż Nieprzyjaciół, oby ich imiona były przeklęte na wieki, też wspomina.

Mamy więc tu „Święte Księgi” Świata Tolkiena, gatunek literacki powszechnie występujący w naszym świecie, tworzące mit założycielski. W tamtym Świecie jedynym bogiem jest Eru, Valarowie i Morgoth odbierali cześć boską jednak na wyrost – ich rola to Tworzenie lub Niszczenie, ale nie mieli mocy stwarzania żywych istot.

Quenta Silmarillion to nasz pierwszy i największy epos opowiadający o wspaniałych i tragicznych chwilach, początku dziejów Świata, narodzinach wspaniałych ras Śródziemia – Elfów, ludzi, krasnoludów, wielkich wojnach z Prawdziwym Nieprzyjacielem. Epos opowiadający także o losach wspaniałych artefaktów Silmarili!

Wydawać by się mogło, że eposy opowiadają o wielkich wydarzeniach poprzez opowieści o dziejach ludzi czy narodów, a nie o losach przedmiotów. Tylko Silmarile to nie takie zwykłe przedmioty, to potężne artefakty zawierające czystą moc światła Drzew, pierwotną moc (magię) tego Świata, tworzące jego przeznaczenie. Zresztą losy niektórych bohaterów ze znanych epopei, na przykład Heleny Trojańskiej, wskazują na ich uprzedmiotowienie, bo Helena jest przyczynkiem do Wojny Trojańskiej, pośrednim i to bardzo, powodem zniszczenia Troi. Ale jej losy w tej sprawie są nieistotne, Parys i Menelaos w gruncie rzeczy traktują ją jak swoją własność, jak przedmiot właśnie.

Akallabêth opowiada o upadku królestwa naszych przodków Númenoru. Nie do końca wiadomo, czemu królowie naszych przodków postępowali tak dziwnie, doprowadzając do upadku dziedzictwa Elrosa, ale jedno jest pewne – podboju Śródziemia i tak należało dokonać, szkoda tylko, że zagładzie uległa naturalna stolica naszego Imperium.

Księga historyczna, pisana trochę w stylu Tukidydesa i ksiąg rzymskich. Historia jest żywa, ludzie przedstawiani obiektywnie. Sympatie autorów nie rzutują specjalnie na przedstawienie faktów, nota bene miażdżących dla Numenorejczyków.

Pierścienie Władzy i Trzecia Era Krótkie streszczenie najważniejszych wydarzeń z przełomu Trzeciej i Czwartej Ery. Warto pamiętać postacie i wydarzenia, które doprowadziły do objęcia przez naszą rasę władzy nad Światem.

Notka jaką można spotkać w podręcznikach szkolnych i popularnych opracowaniach. Bez szczegółowej wiedzy, przysłowiowy rzut okiem.

II. Dzieci Húrina Epos rycerski o wielkim, lecz tragicznym bohaterze ludzi Túrinie Turambarze. Nad Túrinem, wielkim i szlachetnym mężem ciążyło potężne fatum, co doprowadziło go w końcu do zguby, gdyż omotany siecią kłamstw i niedomówień postanowił nie czynić więcej mimowolnego zła i rzucił się na swój przeklęty miecz.

Typowy epos o przeklętym bohaterze, co to byłby nie wiadomo jak wspaniały, tylko przeznaczenie do spółki ze złymi ludźmi (głównie złe czarownice) lub bogami postanowiło inaczej. W takim eposie ginie oczywiście garstka nieprzyjaciół, zwykle główny zły charakter też, oraz cała masa przyjaciół i ukochanych osób bohatera. Nie lubię takich eposów, nie lubię takich typów.
Bądźmy szczerzy, główny zły charakter takiej opowieści to przecież nasz bohater. Zwykle zadufany w sobie palant, a jedyne co jest większe od jego rozbuchanego pod niebiosa ego, to jego prymitywna głupota. Normalny człowiek nie targa ze sobą przeklętego miecza, normalny człowiek wie, że taki miecz to zabija kogo chce, a nie kogo ma zabić.
No i smoki! Normalny człowiek, wie, że smok to wredne, plugawe i paskudne bydlę, ale wielokroć silniejsze i bardziej inteligentne od niego. Więc omija go z daleka. Zabójca Smoków, wie jak postępować ze smokami, co jest wiedzą cenną, która mówi przede wszystkim, że do żywego i w pełni świadomego smoka się nie podchodzi. Ludowych pogromców smoków pominę milczeniem, bo jeżeli smok żre stary i nafaszerowany wszelakimi świństwami kawał mięcha, to znaczy, że sam jest stary i schorowany i bez trucizny zdechłby za mniej więcej godzinę, sam z siebie.
Túrin jak każdy przeklęty (głupotą) bohater lezie do smoka, święcie przekonany, że na sam jego widok smok padnie na kolana i zacznie wyć. Faktycznie smok pada na kolana wyjąc przy tym pod niebiosa – ze śmiechu! Podobnie jak kot budzący się z drzemki pod ciepłym słoneczkiem na widok myszy ze źdźbłem trawy w łapce, mówiącej piskliwym głosem „zabiję cię okropny potworze”. Śniadanko samo przypełzło!
Túrinowi w ogóle nic nie wychodzi, obraża wszystkich, głównie tych których obrażać nie powinien, zabija też nie tylko tych złych, znajduje zaginioną siostrę, ale zaciąga ją do łóżka… Wszytko niechcący, bo Morgoth mści się na jego ojcu, faktycznie wielkim i szlachetnym wojowniku Húrinie. A jemu, biedaczkowi, na domiar złego smok Glaurung zamieszał w głowie.
Moim skromnym zdaniem to sam Túrin Turambar jest sobie winien z powodu głupoty, megalomanii i paskudnego charakteru. Tylko, żeby taki typ był bohaterem eposu to trzeba znaleźć wytłumaczenie, na przykład zwalamy wszystko na przeznaczenie. Kropka! W takim razie nie wieszajmy wszystkich okolicznych psów i ekskrementów na Mordredzie, za to, że był przyczyną upadku Artura Pendragona tylko wynieśmy go na ołtarze, jako ofiarę, Judasza (to z innej bajki już) też!

III. Niedokończone Opowieści Przystępne streszczenie naukowego opisu wydarzeń z poprzednich Er naszego Świata. Świetna praca na materiale źródłowym. Polecam szczególnie opis kilku odnalezionych apokryfów.

To jest naukowe podejście, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Niektórzy historycy mogliby się uczyć od Christophera Tolkiena pracy ze źródłami.

IV. Hobbit Opis znaczącej przygody wielkiego bohatera dawnych dni Bilba Bagginsa. Ciepła, rodzinna opowieść, o zwykłym hobbicie, który odnalazł swoje miejsce, wśród wielkich naszego Świata, odgrywając znaczącą rolę na przełomie Er. Forma tej opowieści, czyni z niej lekturę lekką, co nie znaczy płytką i pozbawioną epickiej refleksji, taka opowieść bywałego w świecie dziadka, snuta podczas jesiennej pluchy przy kominku.

Faktycznie opowieść bywałego w świecie i bogatego doświadczeniem (głównie we własnym mniemaniu) dziadka. Autocenzura na najwyższym poziomie. Jak to w opowieściach rodzinnych.
– Dziadku skąd miałeś ten magiczny pierścień, zajumałeś?
– Nie! Znalazłem!
– Zwykle znajduje się w jaskiniach pełno precjozów, a nie pojedyncze fanty?
– No dobra dostałem w prezencie!
– Taki przechodni pierścień, każdy każdemu? A komu Ty dałeś?
– No dobrze powiem prawdę, wygrałem…
– W pokera?!
– (O żesz ty) W zagadki!
– … (O ku… dziadka na starość po…!)
Przy okazji, bywały i doświadczony nie oddaje zbroi z mithrilu do muzeum!

V. Władca Pierścieni Piękna, epicka, mityczna wręcz wspaniała powieść! Pokazuje jak Nasz Król Elessar odzyskuje, przy niewielkiej pomocy grupki znajomych hobbitów, elfów, krasnoludów (to oczywiste, że nasz wspaniały Król nigdy nie był rasistą!) i wędrownego magika Gandalfa, oraz wielkim wsparciu nas, ludzi, rodowitych mieszkańców Gondoru oraz Rohanu, swój należny tron i pleni zło przyniesione przez Obcych do Mordoru. Wielkie dzieło literackie…

… nawet jak na obowiązkową lekturę na wszystkich poziomach nauczania.

VI. Historia Środziemia, w tym Księga Zaginionych Opowieści Przykład rozwijającej się ostatnio literatury high fantasy. Ten cykl odwołuje się do początków naszego Świata.

Tak traktuję te książki, nie jako apokryfy, bo są jednak zbyt odległe od kanonu, ale jako literaturę fantasy tamtego Świata. No cóż metafantasy w najbardziej ekstremalnym wydaniu!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s